Jak wychowywać dzieci
Każdy z nas mógłby zapewne podać przykład co najmniej jednej rodziny, a może nawet kilku takich szczególnie udanych, które, jak się wydaje, dostają od życia więcej, niż inne. Wspólne spędzanie czasu jest dla nich źródłem radości. Kłótnie, jeśli w ogóle do nich dochodzi, szybko mijają. Dzieci są grzeczne i uprzejme, a jednocześnie nie czują się skrępowane. Rodzice wyglądają na zadowolonych przebywając razem z nimi, nie wydaje się, żeby tęsknili za względnym ładem, jaki mają w pracy. Wydaje się, że takie rodziny czerpią więcej z faktu bycia rodziną niż inne. Są skuteczniejsze. Po dniu spędzonym w ich towarzystwie często zadajesz sobie pytania: Dlaczego my nie jesteśmy tacy, jak oni? Dlaczego nie potrafimy pokierować naszym życiem tak jak Iksińscy?
Przystępując do pisania tej książki, poprosiłam przyjaciół i znajomych, żeby skontaktowali mnie z takimi rodzicami, których naprawdę podziwiają, z takimi, którzy bardzo poważnie traktują role rodzicielskie. Uznałam, że nowe doświadczenia będę mogła spożytkować również dla dobra mojej rodziny, a także skorzystać z praktycznych porad w sprawach większej i mniejszej wagi, np. czym kierować się przy wyborze odpowiedniej szkoły czy jak hodować chomika.
Nie interesowały mnie zamożne rodziny, wyręczające się nianiami. Szukałam takich, w których oboje rodzice pracują i dzielą się domowymi obowiązkami lub takich, w których jedno z nich zrezygnowało z kariery zawodowej, poświęcając się wychowaniu dzieci.
Nie wszystkie polecone mi rodziny okazały się przykładnymi stadłami, składającymi się z mamy i taty w pierwszym małżeństwie i dwójki pociech. Były osoby samotnie wychowujące dzieci, rodziny z macochą lub ojczymem, z różną liczbą dzieci – od jednego do dziesięciu.Nie interesowały mnie również rodziny mające genialne lub wybitnie utalentowane dzieci. Wybrałam te przeciętnie zdolne dzieci, którym pomagano, żeby radziły sobie w szkole jak najlepiej i cieszyły się ze swych osiągnięć.
Ludzie, których spotkałam, nie byli szczególnie wyróżnieni przez los. Tak jak inni borykali się z różnymi kłopotami. Przeżywali śmierć najbliższych, bezrobocie, załamanie psychiczne, rozwód, szykanowanie dziecka przez rówieśników czy jego trudności w nauce. Martwili się z powodu nieodrobionej pracy domowej i choroby świnki morskiej.
Szukałam rodziców z wyraźnie określonymi przekonaniami na temat tego, jak należy pełnić funkcje rodzicielskie, takich, którzy nie dają wodzić się za nos nawet własnym dzieciom, i pozytywnie, z radością podchodzą do rodzicielstwa. Mówiąc inaczej, szukałam rodziców z powołania.
Ale nawet tacy wzorowali się na innych „modelowych" matkach czy ojcach, których zdolności organizowania życia rodzinnego znacznie przewyższały ich umiejętności. Dostrzegli w tym szansę dla siebie i mieli rację, bowiem prawie każdy umie coś robić naprawdę dobrze. Prawie każdy ma jakieś interesujące doświadczenia i może udzielić innym rodzicom wielu praktycznych porad.
