Imogen, która podobnie jak Marion uczy języków dzieci w różnym wieku, mówi:
Nie mam wątpliwości, że w szkołach, które w sprawach dyscypliny są liberalne, mnie, jako nauczycielce, jest znacznie ciężej. W grupie dwudziestu uczniów znajduje się z pół tuzina takich, którzy w każdych okolicznościach zachowują się bez zarzutu – słuchają i spontanicznie uczestniczą w lekcjach – podobnie jak mój najstarszy syn. Reszta to jak moje bliźniaczki – łatwo się rozprasza. Tym dzieciom potrzebne jest uporządkowane, zdyscyplinowane otoczenie, a to, czy takie będzie, zależy głównie od polityki dyrektora.
Oczywiście dyscyplina i style uczenia to nie to samo, ale rodzice często je mylą. Rozgardiasz w klasie związany jest z wyznawaną przez szkoły filozofią, że uczniowie mają pracować samodzielnie lub w grupach, a nie pod bezpośrednim kierunkiem nauczyciela. Nadal powszechnie stosuje się w szkołach podstawowych metody pracy samodzielnej oraz realizuje się trudne, żmudne projekty, którymi trudno jest zainteresować dzieci i skupić ich uwagę.
Metoda, według której każde dziecko pracuje we własnym tempie, prawie zawsze idzie w parze z przekonaniami, że rolą nauczyciela nie jest nauczanie, a ułatwianie, wskazywanie drogi. Tego rodzaju metody przez niektórych określane są jako nauczanie progresywne, choć wielu rodzicom wydaje się, że dzieci uczone tą metodą w ogóle nie robią postępów.
Mamy prawo oczekiwać, że dzieci uczone w ten sposób będą bardziej samodzielne w zdobywaniu wiedzy. Sęk jednak w tym, że jeśli nawet są samodzielne, nie odnoszą sukcesów akademickich, ponieważ brakuje im innych niezbędnych umiejętności szkolnych i technik, bez których samodzielność jest bezużyteczna. Bycie „ułatwiaczem", a nie po prostu nauczycielem jest niezmiernie trudne i przeważnie przekracza możliwości nauczycieli szkół podstawowych.
Nauczyciele powinni być także przewodnikami, a więc dawać znacznie więcej, niż „ulatwiacze". Każdy, kto musi godzinami „odkrywać" podstawowe pojęcia matematyczne, których wyjaśnienie zajęłoby nauczycielowi kilka minut, nudzi się w klasie okropnie. Niektórzy nauczyciele wyzbyli się wszelkich złudzeń co do wartości techniki „odkrywania", która skazuje ich na wieczne obserwowanie dzieci podczas bezowocnych starań wymyślania koła metodą prób i błędów.
Lydia, która ma czworo dzieci w państwowej szkole w śródmieściu Londynu, podkreśla, że chociaż stosowane tam metody nauczania nie przynoszą nadzwyczajnych wyników w zakresie pisania i czytania, wspaniale, w sposób nieporównywalnie lepszy niż w prywatnych placówkach, uczą samodzielnej pracy i dociekliwości. Zachwycona jest badawczą postawą dzieci, którą nabyły w szkole. Lydia opowiada:
W państwowej szkole podstawowej, w trzydziestoosobowej grupie, dziecko spędza mnóstwo czasu, pracując w pojedynkę. Praca nad projektem rozgałęzia się na najróżniejsze obszary i zawsze znajdzie się cos', co cię wciągnie. Wszystkim moim dzieciom brakuje umiejętności. Nie są dobre ani w pisaniu, ani w czytaniu, ale za to mają potężny zasób informacji, które przyswoiły podczas realizowania ciekawych zadań w ramach różnych projektów.
Natomiast w szkole średniej dzieci, których doświadczenia związane są głównie z realizowaniem projektów, dziwią się, gdy wymaga się od nich w ramach przygotowań do egzaminów koncentracji przez czterdzieści pięć minut na jednym przedmiocie. Jeśli chcesz nauczyć się czegoś szybko, metoda „odkrywania" zupełnie odpada. Żaden dorosły nie próbuje uczyć się francuskiego takimi metodami, lecz siada na całe godziny z podręcznikiem, gramatyką i listą słówek. Oczywiście dzieci po treningu metodami progresywnymi zupełnie nie mają praktyki ani umiejętności potrzebnych do tego typu nauki. Stąd, gdy w średniej szkole są proszone o ich przyswojenie, nie radzą sobie, ich zachowanie pogarsza się, na czym cierpi nie zawsze sprawiedliwie reputacja podstawówki.
Nadużywanie pracy grupowej, w której oczekuje się od dzieci zdolniejszych, że pomogą słabszym, stawia te słabsze na wyraźnie gorszych pozycjach w szkole ponadpodstawowej. Przyzwyczajone do polegania na kolegach, nie potrafią same zorganizować własnej pracy ani zabrać się samodzielnie do zadania.
Imogen była załamana, kiedy jako nauczycielka starszych nastolatków zobaczyła, jak funkcjonuje młodzież z kursów zawodowych na lekcjach francuskiego. Nauczycielka opowiada:
Oni w ogóle nie są przyzwyczajeni do siedzenia i koncentrowania się na tablicy przez dłużej, niż dziesięć minut. Nie mają żadnych doświadczeń w tym zakresie. Nie wierzą, gdy mówię im, że dzięki ciężkiej pracy w klasie mają szansę na dobrą pracę i zarobki. Choć sami, z własnej woli, wybrali moje lekcje i realizują ciekawy program, muszę traktować ich surowo, jak małe dzieci. Czuję się okropnie, widząc, jak ta choroba przeżera całe młode pokolenie. Uczę także na wieczorowych kursach dla dorosłych. Ludzie około trzydziestki i starsi bez trudu koncentrują się i uczestniczą w lekcjach. Młodsi zaś wiercą się niespokojnie, nie bardzo potrafią włączyć się i zachowują się raczej jak dzieci.
Jeśli twoje dziecko uczone jest metodami, które według ciebie nie rozwijają koncentracji i w rezultacie mają negatywny wpływ na dyscyplinę, porozmawiaj o tym z rodzicami innych dzieci. Po upewnieniu się, że rodzice myślą podobnie i są gotowi cię poprzeć, porusz ten problem na zebraniu rodziców.